KRD: Mniej alimenciarzy, ale więcej długów do spłacenia

18/12/2019

12,3 miliarda złotych wynoszą obecnie zobowiązania dłużników alimentacyjnych, którzy trafili do Krajowego Rejestru Długów. Na swoje dzieci nie płaci 301 219 rodziców. Największe zaległości są w województwie mazowieckim i wynoszą one 1,6 miliarda złotych. Jednak największy średni dług, 45,4 tys. zł, mają mieszkańcy Lubelszczyzny. Od ok. półtora roku liczba  alimenciarzy, widniejących w KRD, nieznacznie maleje, ale rośnie ich zadłużenie.

Obserwowany od sierpnia 2018 r. niewielki spadek liczby alimenciarzy, notowanych w KRD, z jednoczesnym wzrostem niespłaconych zobowiązań oznacza pogłębianie się kłopotów osób, które już mają długi. Jeszcze w lipcu 2018 r. w bazie danych KRD było 312 789 rodziców, którzy nie łożą na swoje dzieci. Byli oni winni 11,8 mld zł. Od tego czasu na ich koncie przybyło pół miliarda złotych zaległości.

Maleje liczba nowych dłużników dopisywanych do KRD za niezapłacone alimenty. To między innymi wpływ zaostrzonych w 2017 r. przepisów Kodeksu karnego. Nie wystarczy już raz na kilka miesięcy zapłacić symbolicznej złotówki, aby, jak wcześniej, uniknąć kary. Trzeba spłacić całość zobowiązania. Wizja więzienia lub dozoru elektronicznego działa, co znajduje odzwierciedlenie  naszej bazie danych. Swój udział w topniejącym gronie dłużników mają też kampanie społeczne ukierunkowane na uświadomienie problemu i zmianę postaw wśród niepłacących rodziców. Jednak patrząc na łączną kwotę zaległych alimentów w naszej bazie, widać, że sytuacja jest daleka od ideału – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Obecnie niesolidny rodzic może trafić do prokuratury już po trzech miesiącach niepłacenia alimentów. Jeśli w ciągu miesiąca nie ureguluje swoich zobowiązań, grozi mu sprawa w sądzie, a następnie grzywna, więzienie lub dozór elektroniczny, czyli tzw. opaska elektroniczna, która kontroluje, czy skazany przebywa w miejscu odbywania kary.

Na wsiach i w miasteczkach największe zaległości

Na czele niechlubnego rankingu ulokowali się dłużnicy z województwa mazowieckiego. Tam ponad 37,2 tys. osób jest winnych swoim dzieciom 1,6 mld zł. Drugie miejsce zajmują mieszkańcy Śląska z zaległościami przekraczającymi 1,5 mld zł. Pod względem liczby dłużników są oni absolutnymi rekordzistami – w bazie KRD figuruje 39,3 tys. osób z tego regionu. Podium zamykają Dolnoślązacy. Tam ponad 30,7 tys. mieszkańców nie zapłaciło na rzecz swoich dzieci 1,1 mld zł. Najlepiej w zestawieniu wypadają mieszkańcy Opolszczyzny, gdzie 7,4 tys. osób jest zadłużonych na 302 mln zł.

Najmniej solidni w płaceniu alimentów są mieszkańcy miejscowości poniżej 5000 mieszkańców. Na nich przypada gros długu, bo 3,44 mld zł, których nie uregulowało 81,6 tys. osób. W średnich miejscowościach pomiędzy 20000 a 50000 mieszkańców długi ma 46,5 tys. rodziców, a wynoszą one 1,92 mld zł. Natomiast najmniejsze zaległości mają osoby z małych miasteczek (5000-10000 mieszkańców), gdzie uzbierało się 839 mln zł niezapłaconych alimentów. Powinno je pokryć 20,4 tys. osób.

Wśród alimenciarzy dominują mężczyźni – 284 tys. osób. Kobiety to zaledwie 17 tys.

W unikaniu płacenia przodują rodzice w wieku 36-45 lat. To aż 108,8 tys. osób, które zalegają na 4,8 mld zł. Tuż za nimi lokują się ci pomiędzy 46 a 55 rokiem życia z długiem 4,4 mld zł. Jest ich 93,9 tys. osób.

Nie akceptujemy, ale przymykamy oko

Według badania „Postawy Polaków wobec niepłacenia alimentów”, przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Krajowej Rady Komorniczej oraz Krajowego Rejestru Długów w maju 2017 r., a więc przed wejściem w życie znowelizowanych przepisów, znaczna część osób zobowiązanych do płacenia alimentów nie wywiązywała się z tego głównie ze względu na zbyt niskie kary wymierzane przez sądy (80 proc.).

Z badania wynikało, że aż 92 proc. Polaków negatywnie ocenia dłużników alimentacyjnych, a 83 proc. także pracodawców, którzy zatrudniają ich na czarno, aby mogli ukryć dochody.

Ale mimo to aż 40 proc. społeczeństwa nie podejmuje żadnych działań, aby wpłynąć na członków swoich rodzin lub znajomych, którzy zalegają ze spłatą alimentów. To wymowne dane. Pokazują, że choć Polacy oburzają się na dłużników, to gdy chodzi o kogoś z ich otoczenia, granica przyzwolenia przesuwa się bardzo daleko – podsumowuje Adam Łącki.