Koniec roku 2019: fasten your seat belts!

20/04/2020

Relacje między apetytem kredytowym gospodarstw domowych a stanem koniunktury są istotne dla analizy sytuacji na rynku finansowania gospodarstw domowych. Rosnący produkt krajowy brutto, zatrudnienie i płace, niskie stopy procentowe oraz ceny kształtowały dotąd optymistyczne nastroje konsumenckie, zwiększają popyt na kredyty i pożyczki. Ostatnie lata pokazują, że dobra koniunktura bankowa sprzyja, a nie szkodzi instytucjom pożyczkowym. Taki mechanizm wzajemnego współistnienia, zwiększający skalę zjawiska demokratyzacji kredytu, działał sprawnie do ubiegłego roku. Niestety jego końcówka rozwiała nadzieję na polskie prosperity bez granic, a pesymistyczny scenariusz połączenia wysokiej inflacji i spowolnienia, przechodzącego w stagnację, był najbardziej prawdopodobny. Oczywiście sytuacja, w jakiej się znajdujemy dziś, przekreśla wszystkie dotychczasowe prognozy, bowiem na pewno nie unikniemy recesji. Czas „czarnych łabędzi” ma to do siebie, że budowanie prognoz mija się z celem,  ponieważ przyjmowane założenia stają się bezwartościowe właśnie ze względu na samą istotę  „black swan”. Stąd nie będziemy dywagować, czy wyjście z kryzysu będzie miało kształt V czy U.

Spowolnienie gospodarcze było widoczne pomimo oficjalnego optymizmu, przejawiającego się w nazywaniu naszej gospodarki prymusem wśród krajów UE. Wielu komentatorów i ekonomistów więcej uwagi poświęcało porównaniom z gospodarkami krajów UE niż niepokojącym procesom, jakie zachodziły w naszej gospodarce. W retoryce oficjalnych przekazów najważniejsze było to, czy znajdujemy się na tzw. „pudle” w kategorii: stopa wzrostu PKB czy stopa bezrobocia. Eksperci zagraniczni i krajowi są zgodni w jednym – Polska gospodarka nie stoi inwestycjami, ale konsumpcją uzależnioną od wzrostu zatrudnienia, płac oraz transferów socjalnych. Rok ubiegły pokazał jak ryzykowne jest opieranie perspektyw co do stabilności wzrostu PKB na konsumpcji, a nie inwestycjach.

Cezurą czasową dla roli konsumpcji w dynamice PKB jest bez wątpienia wprowadzenie Programu 500+. Od początku dyskusyjne było, czy jego wkład w poprawę sytuacji demograficznej będzie istotny, jednak nikt nie miał pewnie wątpliwości co do kształtowania się dynamiki wzrostu po wpływem efektu popytowego tego programu. Do roku ubiegłego koncepcja ta rzeczywiście się sprawdzała, ponieważ tempo wzrostu zatrudnienia oraz płac było imponujące i dokonywało się w warunkach deflacji. Jednakże,  pomimo rekordowo niskiego poziomu bezrobocia, dynamika zatrudnienia spadała – w 2018 r. było to 3,4% a w 2019 zaledwie 1,2 %. W końcówce 2019 r. wskaźniki ekonomiczne ukształtowały się na tak zaskakująco niskim poziomie, że ekonomiści mówili o szoku. Konsumpcja prywatna wypadła bardzo słabo, ponieważ nie rosła, ale spadała i to pomimo korzystnych zmian podatkowych i poszerzenia programu „500+”. Siłę polskiego konsumenta osłabiła inflacja, która kształtuje się na poziomie najwyższym od roku 2011. Dla nastrojów konsumenckich i wydatków decydujące znaczenie ma indywidualna percepcja, a nie komunikaty NBP. W grudniu 2019 r. okazało się, że ceny żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz wyrobów tytoniowych wzrosły aż o 6,7% rdr. W górę poszły wydatki, związane z mieszkaniem (4,9%) oraz transportem (1,9%). Tak mocne uderzenie impulsu inflacyjnego w tak krótkim okresie miało ostatnio miejsce w 2004 roku.

Co ciekawe, w grudniu 2019 r. w bankach nastąpił najwyższy od 8 lat przyrost depozytów, a to może być skutkiem „percepcji drożyzny” oraz tego, że największy strumień z rozszerzenia „500+” trafił do osób z dochodami powyżej przeciętnej, które stać na budowanie oszczędności, a nie wydawanie.

Reasumując, punkt wyjścia jaki stworzył IV kwartał 2019 r. nie poprawił perspektyw wzrostu na rok 2020. Dodatkowo koronawirus to „game changer”, który całkowicie zmienił reguły gry.

Kondycja rynku kredytów konsumpcyjnych i pożyczek niebankowych

Ogólna kondycja obu rynków w ubiegłym roku, jeśli weźmiemy pod wskaźniki dynamiki sprzedaży, była lepszaniżw roku 2018. W przypadku rynku pożyczek niebankowych dynamika sprzedaży spadała od III kwartału 2018 r. i zaczęła rosnąć na koniec ubiegłego roku. Co ważne, znajduje to potwierdzenie w danych BIK oraz Związku Przedsiębiorstw Finansowych, który  już od 2008 roku przeprowadza regularne badania kondycji sektora pożyczkowego. Podobne proporcje występują, jeśli porównamy liczby udzielonych pożyczek. Różnica w wartościach przeciętnych pożyczek wynika właśnie z wyżej opisanych przyczyn.

Na rynku kredytów konsumpcyjnych trend wzrostowy miał się bardzo dobrze, ponieważ z miesiąca na miesiąc w latach 2018–2019 kwota udzielonych kredytów przewyższała poziom roku poprzedniego. W całym minionym roku instytucje pożyczkowe, raportujące do BIK, udzieliły 2, 5 mln pożyczek na łączną wartość 7,1 mld PLN, co oznacza w porównaniu do roku 2018 ilościowo wzrost o 0,8% i wartościowo spadek o 3,4%. Inaczej kształtowała się sytuacja na rynku kredytów ratalnych i gotówkowych. Co jest charakterystyczne, to ustabilizowanie liczby kredytobiorców na poziomie nieco wyższym od 8 mln i taka sytuacja ma miejsce od roku 2017. Rośnie natomiast systematycznie rok do roku zadłużenie z tego tytułu i w porównaniu do roku 2018 przyrost wyniósł 8,2%[1]. Bardzo dobrze sytuację ilustruje zamieszczony poniżej wykres.

Dynamika sprzedaży rdr kredytów konsumpcyjnych w ujęciu wartościowym – przeciwnie do rynku pożyczek niebankowych – wyprzedza dynamikę w ujęciu liczbowym, co przekłada się na wzrost średniej kwoty kredytu konsumpcyjnego. W porównaniu do roku 2018 przeciętny kredyt konsumpcyjny był wyższy o ponad 5%. Dekompozycja wskaźnika dynamiki wzrostu średniej kwoty kredytu wskazuje na to, żenajwiększe znaczenie mają kredyty wysokokwotowe, które w zdecydowanej większości nie są zabezpieczone. Zostało to dostrzeżone przez NBP w ostatnim Raporcie o stabilności systemu finansowego[2] i zwraca się w nim uwagę na dwa ryzyka wynikające z charakterystyki produktu – wysokie kwoty oraz długie okresy umowne. Niepokój budzi również koncentracja tego produktu w kilku bankach, co w negatywnym scenariuszu może pogorszyć sytuację kapitałową w instytucjach już borykających się z pozyskaniem kapitałów.

Na początku tego komentarza pisaliśmy o nasilającej się dynamice spowolnienia w IV kwartale ub. roku. Warto dodać, że korespondowały z tym także wskaźniki ufności konsumenckiej (bieżący i wyprzedzający)[3], które ukazuje poniższy wykres.

Wyzwania bankowe i pożyczkowe

Zarówno banki, jak i instytucje mają przed sobą wyzwania rynkowe, regulacyjne i te wynikające z rozstrzygnięć prawnych. Radzenie sobie z wyzwaniami rynkowymi jest łatwiejsze niż z regulacjami czy wyrokami sądowymi, które rozstrzygnęły sprawy z przeszłości, ale ich skutki i koszty dotykają rachunków wyników dziś i w przyszłości. Mamy na myśli tzw. małe i duże TSUE, a odpowiedź na pytanie, czy ich rozstrzygnięcia nadmiernie faworyzują ochronę interesu konsumenta, nie ma znaczenia praktycznego w kontekście bezwzględnego obowiązywania, nadanego klauzulom abuzywnym.

Podstawową bolączką polskiego systemu bankowego i pożyczkowego jest kontynuacja spadku rentowności i to pomimo sprzyjającego otoczenia makroekonomicznego. Ze względu na kompletność oraz porównywalność danych, uwagę skupimy na sektorze bankowym.

W sektorze bankowym jeszcze 8 lat wcześniej przeciętna ROE była dwucyfrowa i stawiała nas w czołówce europejskiej atrakcyjności inwestycyjnej. Dziś plasujemy się w siódemce krajów z najniższą rentownością w Europie. W Polsce najwyższą dwucyfrową rentownością powyżej 12% od kilku lat może pochwalić się ING Bank. Pozostałe duże banki, w tym PKO BP i Pekao, choć poprawiają rentowność, to nie wydaje się, aby były zdolne osiągnąć wskaźnik 12%. Szczególnie niskie ROE mają banki średnie i małe ze względu na skalę działalności. Niskie stopy procentowe oraz obciążenia podatkiem od aktywów jeszcze bardziej komplikują sytuację, w dobie pojawiania się negatywnych szoków. Poprzez mechanizm finansowania wypłat depozytów gwarantowanych lub przymusowej restrukturyzacji i tak już niska rentowność sektora spadłaby jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że prezesi największych banków w Polsce wskazują na ten problem w kategoriach wyzwania dla całego sektora. Pojawia się określenie „dywergencja sektora”, czyli podział na banki, które radzą sobie w obecnym środowisku stóp procentowych i obowiązującą konstrukcją podatku bankowego i te, które są permanentnie w programach naprawczych. Problem w tym, że rentowność kształtuje się poniżej oczekiwanego kosztu pozyskania kapitału. A to stawia pod znakiem zapytania nie tylko podnoszenie kapitału, ale i spełnienie wymogu MREL w 2023 roku. Wstępne szacunki pokazują, że banki muszą uplasować emisje w granicach „50 mld+”, co, biorąc pod uwagę rynek lokalny, będzie nie lada wyzwaniem. Z kolei emisje zagraniczne będą powodować, że polskie banki będą bardziej podatne na czynniki zewnętrzne. W reakcji na COVID-19 i przewidywania kryzysu z nim związanego termin spełnienia wymogów MREL został przesunięty na dalszą datę.

Problem MREL nie dotyka wprawdzie bezpośrednio instytucji pożyczkowych, ale szefowie tych instytucji muszą wzmocnić bazę kapitałową z dwóch powodów – radzenia sobie z szokami rynkowymi oraz utrzymanie konkurencyjności. Można bez popełnienia błędu postawić tezę, że jedynie kilka instytucji pożyczkowych posiada zdolność pozyskania kapitału poniżej osiąganego wskaźnika zwrotu z zainwestowanego kapitału.

Nieodzowne jest kilka zdań komentarza na temat tzw. podatku bankowego. Przez cały okres jego obowiązywania sektor bankowy odprowadził do budżetu kwotę nie mniejszą od 10 mld PLN. Nie dysponujemy zbiorczymi danymi dla instytucji pożyczkowych, aby oszacować wielkość odprowadzonej daniny, ale bez wątpienia negatywne skutki tej daniny dla ROE są bardziej dotkliwe dla sektora pożyczkowego niż bankowego. Negatywne skutki złej konstrukcji podatku bankowego nasilą się w przypadku kryzysu, ponieważ i tak niska rentowność kapitałów będzie jeszcze bardziej spadać. Na skutek tego, nożyce między rentownością a oczekiwanym kosztem pozyskania kapitału będą się jeszcze bardziej rozwierać. W efekcie apetyt inwestycyjny będzie malał.

W świecie wyzwań najwięcej czasu zarządy banków poświęcają na wypracowanie strategii radzenia sobie z konkurencją ze strony tzw. cyfrowych tubylców (digital natives), które dysponują najnowocześniejszymi technologiami i potężną bazą klientów. Współczesny klient nie jest już lojalny, ale korzysta z dostawcy usług bardzo selektywnie. Stąd konieczność przejścia do segmentacji klientów od tradycyjnych modeli do segment of one. Bardzo wyraźnie widać to w płatnościach, gdzie klienci chcą płacić w czasie rzeczywistym, przy jednoczesnym zwiększeniu bezpieczeństwa i prywatności.

W Polsce priorytetem zarządów banków w ubiegłym roku były skutki rozstrzygnięć TSUE w sprawie hipotek walutowych oraz zwrotu prowizji za wcześniej spłacony kredyt konsumpcyjny. Jak poważne są konsekwencje tych rozstrzygnięć, pokazały wyniki banków za IV kwartał ub.r., w których pojawiło się łącznie 1,5 mld PLN rezerw na portfele „frankowe” i za spłacone przedterminowo kredyty konsumpcyjne. Co ciekawe, w odróżnieniu od lat poprzednich nie pojawił się zwyczajowy wzrost kosztów ryzyka. Koszty rozstrzygnięć TSUE nie są jakąś polską specyfiką, bowiem na koniec marca 2020 r. pojawiło się rozstrzygnięcie w sprawie stosowania przez banki hiszpańskie stopy referencyjnej obliczanej według formuły nieczytelnej dla klientów. Łączne koszty w przypadku niekorzystnego dla banków hiszpańskich rozstrzygnięcia przekraczałyby 40 mld euro. TSUE wydał wyrok, zgodnie z którym dla rozstrzygnięcia właściwe są sądy krajowe, co otworzyło drogę do postepowań case by case.

Na temat kolejnych zmian w tzw. ustawie antylichwiarskiej napisano już wiele komentarzy i pomimo tego, że jej postanowienia dotyczą nie tylko instytucji pożyczkowych, to każda jej zmiana jest postrzegana przez pryzmat tego sektora. W uproszczonej publicystyce stawia się znak równości między chwilówką a lichwą i stawiana jest teza, że źródłem zarobków w całym sektorze są te typowe dla produktów pożyczkowych na ultra i krótkie okresy czasu. Statystyki struktury sprzedaży instytucji pożyczkowych wskazują, że rośnie udział nie chwilówek, ale produktów o okresie umownym zbliżonym do kredytów na krótkie okresy. Mnogość chaotycznych zmian w tzw. regulacjach antylichwiarskich, już pojawiające się oferty pożyczek, które potwierdzają, że beneficjentem tych zmian będzie mafia pożyczkowa dowodzi, że cel ochrony pożyczkobiorcy jest drugorzędny. Ostatnia zmiana, włączona w ramy tzw. tarczy antykryzysowej, oprotestowana już nie tylko przez organizacje reprezentujące instytucje pożyczkowe jak ZPF, ale i ZBP, jest tego bardzo dobitnym przykładem. Jeśli drastyczne zmiany w limicie kosztów pozaodsetkowych nie służą kredytobiorcom kredytu konsumenckiego, oferowanego przez sektor bankowy, czy instytucji pożyczkowych, to pytanie o to, dlaczego były one wprowadzane pozostanie bez odpowiedzi. Natomiast konsekwencje są oczywiste – przy wprowadzonych parametrach pożyczania szanse na rozwój zostały przekreślone, a celem stanie się zwykłe przetrwanie.

[1]   Kredyt Trendy. Rok 2019, Biuro Informacji Kredytowej, marzec 2020, www.bik.pl.

[2]   Raport o stabilności systemu finansowego. Grudzień 2019, NBP, Departament Stabilności Finansowej, Warszawa 2019.

[3]   Koniunktura konsumencka – grudzień 2019 r., Główny Urząd Statystyczny, www.stat.gov.pl.


dr Mirosław A. Bieszki – Doradca Ekonomiczny KPF; absolwent Uniwersytetu Gdańskiego; w 1986 stażysta w Komisji Europejskiej; w 1987 otrzymał stypendium badawcze Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej; swoją karierę bankowości rozwijał w Bank Austria Creditanstalt; później prezes GMAC Polska S.A. oraz prezes Santander Consumer Bank; dziś niezależny konsultant; publikował komentarze dla www.obserwatorfinansowy.pl (NBP), przygotowywał ekspertyzy dla Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, publikował komentarze w Forbes oraz jako ekspert komentował w CNBC Business.